Jeszcze kilka lat temu zużyta bateria kojarzyła się nam głównie z pilotem do telewizora lub dziecięcą zabawką. Dzisiaj baterie i akumulatory są niemal wszędzie: w smartfonach, powerbankach, e-papierosach, szczoteczkach elektrycznych, a nawet w grających kartkach czy lampkach solarnych. Choć przedmioty te są niewielkie, stanowią obecnie jedno z największych zagrożeń pożarowych w systemie gospodarki odpadami, jeśli zostaną wyrzucone np. do zwykłego kosza na śmieci.

Nowoczesne baterie, a w szczególności baterie litowo-jonowe, charakteryzują się wysoką wydajnością, ale są też niezwykle wrażliwe na uszkodzenia mechaniczne. Kiedy po zużyciu wyrzucamy je do odpadów zmieszanych czy do żółtego pojemnika na metale (bo i takie pomyłki się zdarzają), nagle okazuje się, że w takim urządzeniu nadal tkwi ogromna moc… rażenia. Podczas odbioru śmieciarką takie baterie i akumulatorki są przerzucane, wpadają w drgania, mogą też być zgniatane. To tworzy idealne warunki do zwarcia i samozapłonu. Pożar wywołany przez baterię to nie tylko ogień, ale również toksyczny dym, wycieki groźnych substancji chemicznych oraz bezpośrednie niebezpieczeństwo dla środowiska i ludzi pracujących przy odpadach. Coraz częściej do zaprószenia ognia dochodzi już w samych śmieciarkach.

Realne zagrożenie w zakładzie w Janczycach

O tym, że problem nie jest tylko czysto teoretyczny, boleśnie przekonali się pracownicy zakładu w Janczycach. 17 kwietnia doszło tam do pożaru odpadów, którego bezpośrednią przyczyną był powerbank wyrzucony do zwykłego pojemnika na śmieci. Dzięki szybkiej reakcji pracowników ogień został opanowany i na szczęście nikt nie ucierpiał, jednak sytuacja ta jest traktowana jako bardzo poważne ostrzeżenie.

Takie zdarzenia stają się, niestety, coraz częstsze – mówi Leszek Wołowiec, prezes MZGOK-u, zaniepokojony powtarzającymi się incydentami w zakładach zagospodarowania odpadów w całej Polsce. – To skrajnie niebezpieczne sytuacje, które zagrażają zdrowiu i życiu naszych pracowników. Wyrzucona do przypadkowego kosza bateria czy powerbank to nie drobny błąd, to realna bomba z opóźnionym zapłonem. Dowodem na to są liczne pożary wywołane tego typu sprzętem – zarówno w samych śmieciarkach, jak i w instalacjach podobnych do naszej.

Warto dodać, że podobne zdarzenia miały miejsce również w innych instalacjach w Polsce, np. w Jarocinie, Opocznie czy Mirosławcu, gdzie zarzewiem ognia był niedbale wyrzucony powerbank.

Edukacja zamiast strachu

Eksperci i zarządcy zakładów odpadowych podkreślają, że kluczem do zmiany nie są kary, lecz konsekwentna edukacja mieszkańców. – Widząc skalę problemu i zagrożenie, jakie niosą za sobą odpady niebezpieczne wyrzucane do zwykłych pojemników, podjęliśmy decyzję o działaniach systemowych – zapowiada prezes Wołowiec. – Rozpoczęliśmy już szeroką kampanię edukacyjną, której celem jest podniesienie świadomości mieszkańców w zakresie segregacji baterii, akumulatorów i sprzętu elektronicznego. Chcemy jasno pokazać, gdzie trafiają te odpady i dlaczego muszą być utylizowane w specjalny sposób.

Mały gest, wielki efekt – jak prawidłowo postępować?

Zużyte baterie, akumulatory oraz urządzenia, które je zawierają, nigdy nie mogą trafić do zwykłego kosza na śmieci ani do żółtego worka na metale i tworzywa. Należy je oddawać wyłącznie:

  • do specjalnych pojemników na baterie i drobne elektrosprzęty,
  • podczas mobilnych zbiórek odpadów,
  • bezpośrednio do Punktu Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych (PSZOK).

Odpowiedzialność za technologię nie kończy się w momencie, gdy nasze urządzenie przestaje działać. Zaczyna się właśnie wtedy, gdy musimy się go w bezpieczny sposób pozbyć. Wybierzmy bezpieczeństwo zamiast pożaru.